ukradkiem zerkam
na witrynę marketu —
nagi podbródek
grudniowy wieczór —
w nagiej koronie drzewa
samotna gwiazda
godziny szczytu —
mruczącego w kapelusz
trudno zobaczyć
zapomniany trakt —
w błocie zamarzły ślady
jakiegoś ptaka
dwudziesta trzecia —
na końcowym przystanku
wiatr z każdej strony
koniec jesieni —
trzeci stopień ukryty
pod świeżym śniegiem
nocny przymrozek —
w zaparowanym oknie
mleczna poświata
w witrynie sklepu
odbicia wielu twarzy —
pod nią kapelusz
podmuchy wiatru —
cynkowany dach błyszczy
pod niskim niebem
czerwone światło —
przez skrzyżowanie pędzi
wiatr od północy