w ostatniej kwadrze
błyszczą pnie sosen
mokre od deszczu
poranne słońce
rozmazało sylwetkę
na końcu drogi
wrześniowy połów —
nitka babiego lata
na końcu wędki
chmury pod nami —
z warg ukradkiem zlizujesz
krolpe zimnej mgły
stacyjka w lesie —
w okienku biletera
szeleszczą liście
jesienna tęcza
na szybce drzwi werandy —
niech nikt nie wchodzi
metaliczny wizg —
do bluzy lepi się pył
drewna na zimę
jesienna kuchnia —
firanki przesiąknięte
zapachem dżemu
łagodny powiew —
liście w promieniach błyszczą
seledynowo
cmentarny parkan —
potykam się o kopiec
okryty liśćmi